Events

Back Back
Date: 19.03.2019

25 Pol'and'Rock Festival!

Pol'and'Rock Festival to największy w Polsce i jeden z największych w Europie festiwali muzycznych. Jego 25. edycja odbędzie się w terminie 1-3 sierpnia 2019 roku w Kostrzynie nad Odrą (woj. lubuskie). Na 4 scenach zaprezentuje się kilkudziesięciu wykonawców z Polski i ze świata.

 

1) Pierwsza gwiazda Nocnej Sceny ASP na 25. Pol'and'Rock Festival!

Jej twórczość przenosi dusze słuchaczy na inny wymiar, a każdy koncert jest niczym podróż sentymentalna w głąb własnych emocji. Prawdziwa muzyczna diwa, której twórczość jest odzwierciedleniem zmysłowości, zalotności oraz wszechstronności. W tym roku obchodzi jubileuszów trzydziestolecia swojej pracy artystycznej, którą uświetni występ na Nocnej Scenie ASP

Renata Przemyk jest obecna na polskiej scenie muzycznej od 1989 roku. W jej twórczości inspirowała ją awangarda, scena punkowa i zimna fala lat osiemdziesiątych. Jej sukcesy na festiwalach studenckich i współpraca z zespołem Ya Hozna były początkiem kariery, która trwa do dzisiaj zaskarbiając serca i lojalność fanów. Po rozstaniu z Ya Hozną w 1990 r. rozpoczęła karierę solową.
Jest znana z piosenek, które już przez dziesięciolecia są rozpoznawalnymi przebojami: „Babę zesłał Bóg", „Zero". „Kochaj mnie jak wariat", „Kłamiesz" i wiele innych. Większość jej płyt uzyskało status złotych za sprzedaż ponad 50.000 każdego tytułu, wielokrotnie były nominowane i nagradzane, przeważnie za indywidualność artystyczną. Pomimo niezbyt komercyjnego zacięcia artystki, zyskały pochlebne recenzje pośród publiczności, krytyki muzycznej i przemysłu fonograficznego (Fryderyk).
Współpracowała z wieloma artystami m.in.: Habakuk, Fiolka, Pidżama Porno, Strachy Na Lachy, Katarzyną Nosowską, Anią Rusowicz, Kayah. W 2003 roku ukazuje się kompilacja najciekawszych piosenek zatytułowana "The best of" zawierająca zaśpiewany w duecie z Kasią Nosowską utwór "Kochana", który szturmem zdobył szczyty list przebojów. Zawsze jednak pozostaje producentem własnych przedsięwzięć i decyduje o ich charakterze. Renata poza pisaniem piosenek dla siebie komponuje też muzykę do spektakli teatralnych i często bierze też udział w wielu muzycznych projektach teatralnych.
Trudno jednoznacznie określić twórczość muzyczną Renaty – jest tam rock, poruszające teksty, elementy etniczne, czasem mocna sekcja rytmiczna, czasem dynamiczny głos z samym basem, ale też ironia i głos biały - wszystko co w danym momencie może być potrzebne do wyrażenia aktualnych emocji. W muzyce nie ma granic. Sama artystka nazywa to co robi wiecznym poszukiwaniem brzmień, wzruszeń i klimatów do niczego przedtem niepodobnych. Stąd pewnie każda kolejna płyta różni się diametralnie od poprzedniej, choć na każdej nieodmiennie pojawia się akordeon, instrument do którego ma ewidentną słabość, bez względu na mody i jej charakterystyczny głos.
Ten rok to początek obchodzenia jej jubileuszu trzydziestolecia pracy artystycznej (Jarocin 1989), a koncert na na Pol'and'Rock Festival ma być mieć bardzo specjalne miejsce w tym jubileuszu.

 

2) Cyrk Deriglasoff, Perturbator oraz Witek Muzyk Ulicy na Najpiękniejszym Festiwalu Świata!

Do tegorocznego line-upu dołączyli: Cyrk Deriglasoff, Perturbator oraz Witek Muzyk Ulicy.

 

2a) Cyrk bez zwierząt na Najpiękniejszym Festiwalu Świata!

Cyrk Deriglasoff to nowy projekt Olafa Deriglasoffa - wokalisty i instrumentalisty, który od ponad trzech dekad jest związany ze sceną niezależną i muzyką alternatywną

Muzyczne salto mortale na 25. Pol'and'Rock Festival! Zamiast flower-stick będzie perkusja, arenę zastąpi scena, akrobatyczne dźwięki sięgną przestworza. Będzie też żonglerka ostrym humorem. Zwierzęce pozostaną tylko instynkty. Prawdziwe show pozwoli publiczności, poczuć się jak na szczudłach, sięgając rozrywkowego nieba. Nie tylko Monty Python pozazdrościłby takiego Cyrku Deriglasoff'a!
Cyrk Deriglasoff to nowy projekt Olafa Deriglasoffa - wokalisty i instrumentalisty, który od ponad trzech dekad jest związany ze sceną niezależną i muzyką alternatywną. Po latach poszukiwań w obrębie mocniejszych, rockowych brzmień, Olaf powrócił do korzeni i grania melodyjnej, energetycznej muzyki z dowcipnym, czy wręcz kpiarskim tekstem, które były znakiem firmowym jego pierwszego zespołu - Dzieci Kapitana Klossa, który reprezentował butne teksty, przesycone specyficzny humorem - mieszanką goryczy, protestu, niezgody.
Projekt muzyczny, Cyrk Deriglasoff to prawdziwa banda musica, grająca przedpunka - z elementami urbanfolka, będąca czołowym przedstawicielem stworzonego przez siebie stylu wodewil punk, czyli źli chłopcy śpiewają słodkie melodie.
Czym jest wodewil? To lekki muzyczny utwór sceniczny o cechach farsy, ze śpiewami i pantomimą. Wywodzi się z tradycyjnej operetki, w Niemczech adaptowany jako singspiel, a w Stanach Zjednoczonych, często łączył cechy kabaretu i burleski. Czym jest zatem wodewil punk w wykonaniu Cyrku Deriglasoff'a? Muzyczną makabreską, sceniczną groteską? O tym przekonamy się podczas tegorocznego Najpiękniejszego Festiwalu Świata.

 

2b) Wyjątkowe cyberpunkowe widowisko - Perturbator na Dużej Scenie!

 Tym razem publiczność Najpiękniejszego Festiwalu Świata będzie miała okazję wybrać się w niebywałą podróż do cyberpunkowej przyszłości. Przygotujcie się na hipnotyzujące muzyczne i wizualne przeżycie, które szykuje dla was Perturbator – mistrz i wieszcz mrocznego retro futuryzmu i muzyki elektronicznej.

Perturbator to pseudonim artystyczny pochodzącego z Francji Jamesa Kenta. Jako dziecko pary muzyków i krytyków muzycznych, młody James dorastał otoczony muzyką – w wieku trzech lat dostał pierwszy album kapeli Pantera, a w wieku 11 lat zaczął naukę gry na gitarze. I to właśnie z gitarą związał początek muzycznej drogi – zaczynał jako gitarzysta kapel black metalowych. W 2012 poszukiwania nowych rozwiązań muzycznych zaowocowały powstaniem projektu Perturbator. „Night Driving Avenger" było pierwszą EPką wydaną przez artystę. W tym samym roku ukazały się „Terror 404" i „ I Am the Night". Te dwie płyty to charakterystyczne połączenie mrocznych brzmień, muzyki elektronicznej i fascynacji kultura cyberpunk, które zainteresowały twórców gry Hotline Miami. Utwory Perturbatora możecie usłyszeć na ścieżkach dźwiękowych do dwóch edycjach tej popularnej gry komputerowej. Perturbator zdobył światowe uznanie jako nowa twarz retrosynthu, jednak w swojej twórczości dąży do odkrycia nowych ścieżek muzycznych.

 

2c) Artysta, którego inspiruje wolność, zagra na Małej Scenie

Koncert tego artysty przypomni nam, że przez życie nie trzeba podążać jedną ścieżką, a na zmiany nigdy nie jest za późno. Witek Muzyk Ulicy opowie swoją historię na Najpiękniejszym Festiwalu Świata.

Historię Witka Muzyka Ulicy mógłby podsumować jeden wers wiersza rosyjsko-amerykańskiego poety i eseisty - Josifa Brodskiego, który niejednokrotnie cytował polski pieśniarz – Mirosław Czyżykiewicz: "Wolność jest wtedy, gdy zapominasz pisowni nazwiska tyrana, a ślina w ustach smakuje słodziej niż chałwy Persji". On sam jednak o sobie mówi krótko: „Muzyk wśród uliczników i ulicznik wśród muzyków".
Dorastał w Kołczynie, w niewielkiej miejscowości, w gminie Rokitno. Przez trzynaście lat pracował jako przedstawiciel handlowy, zarabiał duże pieniądze i paradował w wielkim świecie. Nieustanna potrzeba pogoni „za czymś jeszcze", niemijające uczucie „ciągle mi mało", zaprowadziły go do miejsca, w którym jedynym wyjściem było uwolnić się od wszystkiego, do czego dotychczas sprezentowało mu życie.
 Wolnością dla Witka Muzyka z Ulicy, było przejście na drugą stronę - wyzwolenie się ze szponów korporacji. Zainspirowany uliczną skrzypaczką, zmotywowany zakładem z najbliższymi, rozpoczyna nowy rozdział życia od muzycznej ścieżki wydeptanej na ulicach, jako nowy odmieniony, z odpowiedzią na problemy i trudności napotkane w przeszłości.
 Niewinne wyjście z akordeonem na miasto stało się uwiecznieniem tego, za czym tęsknił, i co kochał od najwcześniejszych lat podstawówki – muzyką, a jego myśli głośno wypowiedziane w jego utworach, okazały się bliskie nie jednej refleksji wśród mijającego go tłumu – stały się głosem tych, którzy podobnie jak Witek czuje na własnej skórze niewolnictwo nowej ery.
Komponuje aranżuje, pisze słowa do piosenek. Umiejętnie łączy nuty z literami. Na scenie opowiada historię, na pozór tylko swoją. Jako jedyny artysta w Polsce zagrał na Stadionie Narodowym bez nagłośnienia. Wydał 2 płyty w stylu "folko-rocko-punko-polo". Jakie jest jego marzenie? Nie śpiewać coverów w Opolu.
 Grał wszędzie – pod monopolowym, przed kamienicą na ulicy, na urodzinach i imieninach, na festynach, na starówce i Gubałówce. Teraz czas na występ na 25. Pol'and'Rock Festival.

 

3) Metalcore z półkuli południowej na Najpiękniejszym Festiwalu Świata!

Przyjadą prosto z Australii i zaserwują porządną dawkę metalcore.

Parkway Drive znani są ze swoich powalających występów na żywo, o czym świadczyć może platynowe koncertowe DVD „Home Is For The Heartless". Kolejny rok spędzą w trasie, występując w Stanach Zjednoczonych, i zagrają na licznych festiwalach w Europie. Dla widowni szykuje się ciekawe widowisko – łącznie z obracającą się sceną i imponującą pirotechniką.

Ciężkie riffy, agresywne wokale i melodyjne refreny to przepis na szaleńcze pogo. Pierwszego dnia Festiwalu zespół Parkway Drive z Australii zaserwuje porządną dawkę metalcore.
Muzycy tworzący Parkway Drive to jedni z czołowych przedstawicieli metalcore 'u – gatunku, który powstał z połączenia extreme metalu, hardcore'u, punka i heavy metalu. Ta wybuchowa mieszanka gatunków charakteryzuje się agresywnym wokalem przeplatającym się z bardzo rytmicznymi sekcjami refrenu. Kolejnym elementem wyróżniającym metalcore wśród innych rodzajów metalu jest pozorna prostota wykonania, na którą składają się ciężkie gitarowe riffy i zawrotna szybkość perkusji. Na Najpiękniejszym Festiwalu Świata wielbiciele metalcore'u mogli już zobaczyć gigantów gatunku takich jak Bring Me The Horizon czy Trivium. W tym roku na Dużej Scenie zagrają uznani na całym świecie muzycy z Australii, którzy po wydaniu swojego szóstego albumu zatytułowanego „Revenance" są w rewelacyjnej formie. 

Kiedy nadszedł czas na nagranie utworu otwierającego szóstą płytę Parkway Drive „Reverence", członkowie kapeli postanowili pogrążyć studio w kompletnej ciemności. Dla wywodzącej się z Byron Bay w Australii kapeli był to jedyny sposób na to, by w pełni uchwycić nastrój utworu „Wishing Wells": brutalnej i zapadającej w pamięć piosenki, której brzmienie frontman zespołu, Wintson McCall, określa jako dźwięki które wydaje „burza z piorunami i kowadłami spadającymi z chmur".
Krążek „Reverence" poprzedza wydana w 2015 roku płyta „Ire", która jest jak dotąd najbardziej udanym wydawnictwem kapeli z Australii. Płyta „Ire" pomogła ugruntować pozycję kapeli na międzynarodowym rynku ciężkiego grania i pozwoliła rozbudować wykonawcom światową bazę fanów. Podobnie jak każdy album wydany przez założoną w 2002 roku kapelę, płyta „Ire" uzyskała status Złotej Płyty w ich rodzimej Australii i napędziła ich atak na festiwalowe sceny w Europie. Płyta zdobyła nie tylko uznanie fanów, ale też krytyków muzycznych i dziennikarzy piszących dla publikacji takich jak Kerrang! (w recenzji nazwano album „fascynującym"). Podczas gdy „Ire" wzniosło artyzm i mistrzostwo muzyczne kapeli na zupełnie nowy pułap, to „Reverence" pokazuje na jak wiele ich stać pod względem kreatywności i ambicji.

 

4) Sidney Polak zasili tegoroczny line-up Małej Sceny

Do grona arystów, którzy wystąpią w tym roku na kostrzyńskim polu, dołącza Sidney Polak!

Wielogatunkowa mieszanka muzyczna, ilustrowana autorskimi tekstami. Wszystko, co robi, dopina na ostatni guzik. Nie potrafi działać w doskoku – jednak wbrew pozorom - muzyczny multitasking opanował do perfekcji. Twórca niejednego „hymnu" nie tylko swojego pokolenia.
Kiedyś był jednym z trzech właścicieli perkusji na osiedlu Chomiczówka, w wieku 18 lat został perkusistą T.Love, dzisiaj powraca z trzecią solową płytą. Człowiek Orkiestra – socjolog, muzyk, autor tekstów, kompozytor.
Warszawiak, piewca stolicy, wychowany na osiedlu Chomiczówka, o której stało się głośno w całej Polsce 15 lat temu, dzięki singlowi z jego debiutanckiej płyty. Kolejny singiel „Otwieram wino" spektakularnie powtórzył sukces pierwszego. Nie było rozgłośni radiowej, z której nie można było usłyszeć „Nigdy nie przeminął, nigdy nie przeminął" – podobnie jak jego talent, który przełożył się na śmiałe teksty, z którymi nie sposób się nie zgodzić czy nie identyfikować.
W roku 2004 rozpoczął karierę solową albumem pt.: "Sidney Polak" za który otrzymał 3 Fryderyki w kategoriach: autor, kompozytor i album roku - muzyka alternatywna. W swojej twórczości łączy gatunki takie jak reggae, hip-hop i miejski folk.
Jego artystyczna produkcja to połączenie muzycznego eklektyzmu, podbarwionego współczesnym folklorem z trafnymi komentarzami na temat otaczającej rzeczywistości, przedstawionymi w przystępny sposób, często podanymi z przymrużeniem oka.
Artysta niedawno wydał swoją trzecią solową płytę którą powraca na rynek po kilkuletniej przerwie. Album pt.; "3" wyraźnie nawiązuje do płyty debiutanckiej. Sidney ze swadą opowiada o wielkim mieście, próbuje sformułować pozytywny "przekaz" swojego pokolenia, nie tylko bawi ale dotyka też spraw poważnych, miłości, niepowodzeń życiowych, tęsknoty. Jest błyskotliwym obserwatorem codziennego życia. Rok 2019 to rok intensywnej promocji najnowszego albumu. Będzie wypełniony premierami pięciu nowych videoklipów i kilkudziesięcioma koncertami w Polsce i za granicą.

 

5) Dub FX ponownie na Pol'and'Rock Festival!

Dub FX - głos, pod którym kryje się multiinstrumentalista, to uosobienie muzyki niezależnej. Po dziesięciu latach powraca na Festiwal, by porwać publiczność w wir pozytywnej, zakręconej muzyki.

Gdy w 2006 pochodzący z Australii Benjamin Stanford wyruszył do Europy, miał prosty plan: chciał mieszkać w furgonetce, podróżować po świecie i występować na ulicach miast, w których przyjdzie mu się zatrzymać. Po upływie kilku lat Dub FX ma na koncie setki tysięcy sprzedanych płyt, wystąpienia na największych festiwalach muzycznych świata, ponad 150 milionów odsłon teledysków na YouTube i 600 000 fanów na Facebooku. Artyście udało się dokonać tego bez wsparcia firm fonograficznych czy wielkich agencji – niezależnie.
"Nigdy nie miałem w planach wielkiej kariery. Chciałem podróżować i poszukiwać inspiracji." - mówi Benjami Stanford.
Po tym jak jego uliczne wystąpienia zostały uwiecznione przez widzów, a nagrania trafiły na portale społecznościowe, gdzie zdobyły ogromną popularność, Dub FX poszybował ku przygodzie życia. Nagrania uchwyciły jego wyjątkowy sposób zapętlania muzyki i pokazały publiczności jak powstaje elektryzujące show jednego artysty.
"Lubię miksować różne gatunki: jazz, reggae, hip-hop, sambę, drum and bass, dubstep. Łączę ze sobą to, na co akurat mam ochotę. Na tym polega piękno tego, co tworzę." - mówi artysta.
Wyobraźcie sobie, że w drodze do pracy słyszycie nagranie, które brzmi jakby powstało ze współpracy grupy DJ-ów. Nic bardziej mylnego – tę muzykę tworzy jedna osoba, używając do tego głosu, procesora efektów FX, przesterów i loopera. Jeżeli chodzi o teksty, to przekaz piosenek Dub FX jest zawsze pozytywny. Artysta stawia na szczerość, nawołuje do działania, pracy nad sobą i budowy samodzielnej, wolnej egzystencji.
"Postanowiłem już dawno temu, że chcę być zapamiętany za to, że zmieniałem świat na lepsze. Mogę to osiągnąć inspirując ludzi tekstami moich piosenek. Nie ma znaczenia jak bardzo mogą być niepopularne." - wyjaśnia muzyk.
W lipcu 2017 roku artysta wrócił do źródeł swojej twórczości. Singiel „Listening" to surowa mieszanka inspiracji brzmieniem muzyki dub i reggae, która przypomina słuchaczom wcześniejsze nagrania Dub FX
Artysta nagrał też zawierającą 8 utworów płytę dla swojej partnerki, Sahidy. Liryczne nagrania opowiadają o podróżach, budowie niezależności, optymizmie i sprawiedliwości społecznej.
Obecnie artysta jest w trasie po Europie.

 

6) Decapitated po raz trzeci na Pol'and'Rock Festival

Założony w 1996 roku DECAPITATED przez lata budowali reputację jednego z międzynarodowych liderów swojego gatunku. W ciągu swojej ponad dwudziestoletniej kariery DECAPITATED wydali siedem albumów studyjnych, które są uważane za jedne z najbardziej wpływowych death-metalowych wydań XXI wieku.

Nagranie ostatniego albumu, zatytułowanego "Anticult" (2017), okazało się niezwykle wymagającym procesem dla DECAPITATED. Zespół krzyżował różne style i dźwięki, ustawiając poprzeczkę jeszcze wyżej flirtując z różnymi tempami, mieszając Death Metal z Grindcore, Black Metalową atmosferę z wibracjami Stoner-Rocka, dodając nowoczesne metalowe rytmiczne riffy, które nawiązują nadal do poprzednich wydawnictw.

"To już nie jest czysty death metal. W tej chwili muzyka Decapitated to mieszanka muzycznych pomysłów, które ciężko opisać. Połączyliśmy death metal, thrash, rock'n'roll, nawet black metal i klimatyczne elementy. Wszystko to sprawia, że Decapitated jest wyjątkowy. Uwielbiam słuchać wszelkiego rodzaju metalu i wszystkich rodzajów muzyki w ogóle. Tak ciężko będzie mi teraz stworzyć album z czystym death metalem. Myślę, że byłoby to trochę nudne. Wkładamy dużo czasu i energii, aby album brzmiał tak, jak jest.Mam nadzieję, że ludzie to pokochają. Na pewno ten album nie zawiedzie starych i nowych fanów w Decapitated. Jest coś dla nich wszystkich. Naprawdę nie mogę się doczekać, kiedy znów będę w trasie. Chcę grać piosenki „Anticult" dla wszystkich " - mówi Vogg, gitarzysta i współzałożyciel zespołu.

Z naciskiem na pomysłowe pisanie utworów i umiejętności techniczne, DECAPITATED zdobył szacunek swoich muzycznych rówieśników i zyskał oddaną rzeszę fanów. Vogg, muzyczny mózg zespołu, tworzy muzykę, która często zawiera porywające tempa, miażdżące riffy i niezapomniane gitarowe solówki - z których wszystkie usłyszeć w nowym wydaniu „Anticult".

 

7) Avatar - gitarowe riffy prosto ze Szwecji.

Mocne uderzenie zaprezentuje szwedzki heavymetalowy zespół Avatar, rozgrzewający kostrzyńską publiczność, dając niezapomniany kunszt muzyczny.

Muzycy zapowiadają, że trasa koncertowa promująca płytę „Avatar Country" będzie jeszcze bardziej widowiskowa

Avatar to kapela reprezentująca nurt awangardowego ciężkiego brzmienia znana z żywiołowych i widowiskowych koncertów. Założony w 2001 roku heavy metalowy zespół to kolejna wywodząca się ze Szwecji kapela, która przyciągnie pod Dużą Scenę fanów ciężkich, mocnych, a zarazem eksperymentalnych dźwięków. 

Wokalista kapeli, Johannes Eckerstrom wymienia twórczość In Flames jako jedną z najważniejszych inspiracji muzycznych dla Avatara. Jednak z upływem lat muzycy opracowali swój własny awangardowy styl grania – to połączenie melodyjnego death metalu z groove metalem. Brzmienie Avatara to fuzja klasycznego heavy metalu, nu metalu, melodyjnych riffów gitarowych z intensywnością i rytmem charakterystycznym dla groove metalu. Słuchając utworów z najnowszej, koncepcyjnej płyty kapeli – „Avatar Country" z 2018 roku – można natrafić na inspiracje muzyką country czy muzyką klasyczną (na płycie znalazła się przeróbka królewskiego hymnu Szwecji), a wątkiem łączącym płytę w jedną kreatywną całość jest opowieść o legendarnej krainie rządzonej przez wyjątkowego króla. 

Na koncie formacji jest 7 albumów studyjnych, dzięki którym możemy prześledzić proces kreatywnego rozwoju piątki z Göteborga. Jak przystało na założoną w Göteborgu kapelę, muzycy zaczynali od melodyjnego death metalu – to z tego miasta wywodzi się szczególnie ważny nurt tego gatunku muzycznego, czyli styl göteborski. W zeszłym roku nasza publiczność miała okazję obejrzeć występy prekursorów gatunku – legendarnych In Flames czy znanych na całym świecie muzyków z Arch Enemy.

 „Najlepsze riffy to te, które rodzą we mnie ambicję. Pochodzą z kreatywnej refleksji. Naszym jedynym celem jest artystyczna uczciwość, szczerość i mówienie o naszych pasjach."  - tak pracę nad muzyką podsumowuje frontman zespołu, Johannes Eckerstrom. 

 Oprócz niego w skład zespołu wchodzą perkusista John Alfredsson, gitarzyści Jonas Jarlsby i Tim Öhrström oraz grający na basie Henrik Sandelin.

 Można pokusić się o stwierdzenie, że to właśnie kreatywność i otwartość na eksperymenty wyróżnia Avatar na obfitującym w konkurencję rynku ciężkiej muzyki. W 2012, wraz z wydaniem albumu „Black Waltz" wykrystalizowała się wizja scenicznej stylistyki zespołu: to oscylująca na granicy horroru maskarada, stylizacja na makabryczną grupę cyrkową, w której prym wiedzie ucharakteryzowany na groteskowego harlequina Eckerstrom. Pozycję formacji Avatar na rynku ciężkiego metalu ugruntowała wygrana w 2017 roku nagroda w kategorii „Breakthrough Band Award", – czyli wyróżnienie ich, jako najlepszej przełomowej kapeli metalowej - przyznawana podczas gali Metal Hammer Golden Gods. Kapela występowała na festiwalach w Europie i w Stanach Zjednoczonych – między innymi na scenach wydarzeń takich jak Wacken Open Air, Rock am Ring, Earthday Birthday, Metaldays.

 

8) Skunk Anansie kolejną gwiazdą

Skunk Anansie - niezaprzeczalna gwiazda nie tylko angielskiego, ale i światowego rocka z jedną z najlepszych wokalistek, jakie przyszło kiedykolwiek słyszeć, obchodząca w tym roku muzyczne ćwierćwiecze to jedna z gwiazd jubileuszowego, obchodzącego również 25 urodziny Festiwalu. Fani Skin, jak i całego zespołu będą mieli doskonałą okazję złożyć życzenia kultowemu zespołowi. 

Choć od czasu, gdy muzycy ze Skunk Anansie wystrzelili ku międzynarodowej sławie minęło 25 lat, to kapela wciąż ma moc i jest jedną z kluczowych sił w przemyśle muzycznym. Płyta „25 At 25" to żywy, tętniący energią i witalnością dowód na to, że Skunk Anansie nie ma sobie równych.

Skunk Anansie to urodzeni radykałowie. W 1994 pojawiła się kapela, jakiej nie znał wcześniej świat – Skunk Anansie. Kod DNA tej kapeli jest cudowną mieszanką ras, płci, seksualności, które przeplatane są bogactwem różnych wpływów kulturalnych i muzycznych.

Pomimo tego, że w krótkim czasie wspięli się na szczyty list przebojów – ich utwory uplasowały się w czołówce Top 40 singli i Top 10 albumów (były to albumy „Paranoid & Sunburnt" z 1995, „Stoosh" z 1996 i „Post-Organsimic Chill" z 1999) – to swoją imponującą reputację zespól zawdzięcza powalającym występom na żywo. Pasmo takich koncertowych sukcesów przyniósł rok 1997, kiedy Skunk Anansie stali się pierwszą zagraniczną mieszaną rasowo kapelą, która wyruszyła w trasę koncertową po Afryce Południowej. W 1997 roku zespół zagrał 3 koncerty w wypełnionych po brzegi stadionach, a w 1998 roku muzycy wrócili do kraju by wystąpić na 80-tych urodzinach Nelsona Mandeli. Na szczyt kariery artyści wznieśli się rok później, gdy wystąpili jako headliner na legendarnej Pyramid Stage na festiwalu Glastonbury.

Skunk Anansie jest jedną z niewielu kapel, które są w stanie przejąć totalne panowanie nad sceną i publicznością, dlatego też naturalną decyzją jest to, że uczczą swoje dwudziestopięciolecie wyjątkowym krążkiem zawierającym utwory pochodzące z koncertów nagranych na żywo. Płyta „25 At 25" to kolekcja nagranych na żywo przebojów Skunk Anansie, które pochodzą z sześciu studyjnych płyt wydanych przez brytyjską kapelę. Na krążku znalazły się, między innymi, utwory z mocnym przesłaniem politycznym, czyli „Little Baby Swastika" i „Selling Jesus", naładowane emocjami piosenki takie jak „Weak" i „Hedonism" („Just Because You Feel Good"), czy prawdziwe hymny kojarzone z kapelą takie jak „ I Can Dream" i „Charlie Big Potato". „25 At 25" to płyta nagrana podczas występów zespołu na koncertach w całej Europie.

 

9) Polska gwiazda procentów i pomysłów

Tego zespołu nigdy za wiele! Acid Drinkers zagra na 25. Pol'and'Rock Festival! - to jeden z najbardziej charakterystycznych zespołów polskiej sceny.

Czterech niewątpliwie charyzmatycznych muzyków, czyli Titus, Popcorn, Ślimak i Dzwon, których popularność wyszła daleko poza scenę metalową, po raz kolejny zaprezentują niesztampową twórczość w ramach 30 jubileuszu swojej twórczości. To będą jedne z najgłośniejszy urodzin w historii rock'and'rolla!

Ich wszystkie występy na Pol'and'Rock Festival to niezaprzeczalnie muzyczny sztos, który nadaje nowe tempo kwaśnego szaleństwa bez limitu na dobrą zabawę. W tym roku spodziewamy się nie tylko powtórki z rozrywki, ale przede wszystkim nowego oblicza muzycznego grzmotu.

Trzy dekady grania na scenach, z których schodzili dając publiczności jeszcze na długo odczuć prawdziwego metalowego kopa. Znani z niekonwencjonalnych występów, po których trudno powiedzieć, co bardziej wyróżnia ich twórczość – rzemieślnicze granie, szajba sceniczna, czy poczucie humoru. Chciałoby się powiedzieć, że po tylu latach w branży muzycznej, zespół przeżywa drugą młodość. Jednak w przypadku Acid Drinkers można stwierdzić, że nigdy nie skończyła się ich pierwsza.

Acid Drinkers (Kwasożłopy) to nie tylko weterani polskiego trash metalu, ale i Pol'and'Rock Festival, na którym wystąpią już po raz ósmy! Na swoim koncie mają 17 płyt , które znacząco wpłynęły na polską scenę muzyczną. Wystarczy wymienić „Infernal Connection", „High Proof Cosmic Milk", czy „The State Of Mind Report", nie zapominając również o dwóch tribute albumach, które chociaż zagrane cudzymi utworami, na pewno wyróżniają się nieokiełznaną, jak sam zespół, świeżą kompozycją. Kto inny mógłby zaprosić Czesława Mozila do wspólnej aranżacji utworu Metallicy „Nothing Else Matters", jak nie zespół Acid Drinkers, robiąc to jednocześnie odjechanie dobrze? Nikt! Doświadczyliśmy tego na własnej skórze, na kostrzyńskim polu w 2014 roku.

Chociaż mają w swojej twórczości imponującą liczbę albumów i ponad 2000 koncertów, które dziesiątki tysięcy fanów pamięta do dziś, to wciąż potrafią zaskoczyć... właściwie to wcale nie przestają zaskakiwać. Jakkolwiek ich twórczość to kawał dorobku, który zasłużył się dla historii polskiego ostrego grania, to muzycy zdecydowanie wolą o sobie mówić z przymrużeniem oka:

„Acid Drinkers (po polsku Kwasożłopy) to zespół rock'n'rollowy założony przy butelce taniego wina w Poznaniu! Gdyby butelka nie została szybko wypita dziś miała by już 30 lat! Zgodnie z przysłowiem - im starsi tym lepsi! Panowie psują robotę Kazimierzowi Wielkiemu - zastają miasta murowane, a zostawiają zgruzowane."

W punkt! Bowiem na scenie są mocarni, szybcy, konkretni. Bez zbędnych ozdobników. Szybkie, solidne gitarowe riffy oraz jeszcze szybsze solówki doskonale wgryzając się w bębny, w które Ślimak wali bez opamiętania, nie szczędząc sobie również podwójnej stopy. Dochodzi do tego nie do podrobienia charyzmatyczny „jazgot" frontmana Titusa – prawdopodobnie jest to jedyny wrzask, który można określić „drze mordę, aż miło!"

 

10) Legenda trash metalu

36 lat szybkich i brutalnych kompozycji charakteryzujących się niskimi rejestrami, agresywnym wokalem, zaawansowanymi technicznie solówkami oraz częstymi zmianami rytmu, jak i perkusji łamiącej rytm kompozycji. Są niezmordowani, nie zwalniają tempa, nie zaniżają poziomu. Każda płyta to kolejny majstersztyk, a koncert wpisuje się w kategorię "nie do zapomnienia". W tym roku zagrają na Najpiękniejszym Festiwalu Świata - i na pewno Testament spisze kolejny rozdział muzycznej historii.

Testament ma w swoim imponującym dorobku 11 albumów studyjnych, 5 albumów nagranych podczas występów na żywo, 6 kompilacji najlepszych przebojów, 3 DVD i 12 singli. Kapela jest często wymieniana jako inspiracja przez zespoły takie jak Korn, Limp Bizkit, Gojira (wszyscy pamiętają ich powalający występ na zeszłorocznym Festivalu Pol'and'Rock. Tym, których ten występ ominął, polecamy zarezerwowanie godziny na kawał porządnego metalowego grania).

Testament to zespół, który tworzy thrash metal w najczystszej formie. Już od 3 dekad metalowcy z USA łączą ze sobą błyskawicznie szybkie riffy z potężnym, przerażającym rytmem perkusji, dodatkowo okraszając je powalającym, charakterystycznym growlem. Muzycy grali w trasach z kapelami takimi jak Anthrax, Slayer, czy Judas Priest. W tym roku miłośnicy bestialsko szybkiego gitarowego grania będą mogli zobaczyć ich występ na Dużej Scenie Najpiękniejszego Festiwalu Świata.

Lata 80-te to czas, gdy muzycy heavymetalowi zaczęli eksperymentować z tempem aranżacji, stawiając na coraz szybsze gitarowe riffy i potężną, niezwykle wymagającą sekcję rytmiczną. Z połączenia elementów charakterystycznych dla ciężkiego metalu i punka zaczął wyłaniać się nowy gatunek – thrash metal. W języku angielskim „to thrash" oznacza chłostać, co doskonale oddaje brutalną prędkość gitar i rozgorączkowaną szybkość perkusji charakterystyczną dla tego gatunku.

Powstanie kapeli Testament zbiegło się z rozkwitem thrash metalu w rejonie Zatoki San Francisco. W 1983 roku gitarzysta Eric Peterson i wokalista Derrick Ramirez powołali do życia kapelę, która pomogła zdefiniować gatunek i niezmiennie tworzy thrash w najczystszej postaci. W tym samym czasie w Californii swoje pierwsze thrashowe utwory nagrywały kapele takie jak Metallica czy Slayer.

W 1987 roku zespół Testament wydał debiutancką płytę „The Legacy" (tytuł płyty odwołuje się do oryginalnej nazwy zespołu, którą artyści byli zmuszeni zmienić w 1986 roku). Kapela umocniła swoją pozycję w jednej lidze z zespołami tak nazywanej „Wielkiej Czwórki" metalu po niezwykle udanej trasie koncertowej z Anthraxem. Testament nie zwalniał tempa – wydana w 2008 roku płyta „The Formation of Damnation" zdobyła nagrodę dla najlepszego albumu na Metal Hammer Golden Gods Awards.

„Eric tworzy świetne riffy, a ja piszę teksty naszych utworów. Kombinujemy razem aż powstanie szkielet utworu, a potem pracujemy nad tym by powstała piosenka. Wtedy dodajemy wybitne talenty Alexa i Steve'a – to niesamowite, co potrafimy wspólnie stworzyć" – mówi o procesie twórczym Testamentu wokalista kapeli, Chuck Billy.

Mistrzostwo wokalne oraz techniczna precyzja wykonawców wyróżnia Testament na scenie muzycznej. Artyści zapowiadają, że w 2019 roku wydadzą nową płytę, dlatego wszyscy miłośnicy ciężkiego grania powinni mieć się na baczności. Oczekiwanie na nowy krążek na pewno umili ich występ na Dużej Scenie Pol'and'Rock Festival – zapiszcie w kalendarzach datę – 2.08.2019!

 

11) Rockandrollowa kopalnia przebojowych riffów

Black Stone Cherry! Dźwięki płynące nurtem Missisipi, prosto ze Stanów Zjednoczonych. Podobnie, jak najdłuższa rzeka w Ameryce Północnej, ten zespół kryje w sobie nie jedną fascynującą głębię. Ten, kto wejdzie w nurt ich dźwięków, nie będzie chciał się wynurzyć z ich muzycznego obłędu.

Zespół Black Stone Cherry powstał w 2011 roku w mieście Edmonton w stanie Kentucky. Ostateczny skład kapeli stworzyli Chris Robertson (wokal, gitara), Ben Wells (gitara, wokal), John Lawhon (gitara basowa, wokal) i John Fred Young (perkusja).

Członkowie pochodzącego z Edmonton w stanie Kentucky kwartetu Black Stone Cherry wychowali się na muzyce tworzonej przez ojców gatunku takich jak: Creamm, Led Zeppelin, Muddy Waters, czy Faces. W swoim najświeższym wydawnictwie zatytułowanym „Family Tree", kapela Black Stone Cherry składa hołd klasycznemu rock'n'rolowemu graniu z lat 70-tych ubiegłego wieku. „Family Tree" to potężny wehikuł dla drapieżnego rock'n'rolla rodem z samego południa Stanów Zjednoczonych. Z racji tego, że ojciec perkusisty, Richard, i jego wujek, Fred, są członkami legendarnej kapeli The Kentucky Headhunters, która mistrzowsko łączy tradycyjną muzykę amerykańskiego południa z rockiem, nastolatkowie, którzy mieli stworzyć w przyszłości Black Stone Cherry, rozwijali swoje umiejętności w domowym studio mieszczącym się w zabytkowym budynku z lat 40-tych.

Członkowie pochodzącego z Edmonton w stanie Kentucky kwartetu Black Stone Cherry wychowali się na muzyce tworzonej przez ojców gatunku takich jak: Creamm, Led Zeppelin, Muddy Waters, czy Faces. W swoim najświeższym wydawnictwie zatytułowanym „Family Tree", kapela Black Stone Cherry składa hołd klasycznemu rock'n'rolowemu graniu z lat 70-tych ubiegłego wieku. „Family Tree" to potężny wehikuł dla drapieżnego rock'n'rolla rodem z samego południa Stanów Zjednoczonych.

„Dorastaliśmy otoczeni plakatami Creamm, Led Zeppelin, Uriah Heep, Stonesów, Montrose i the Faces w sali prób należącej do Kentucky Headhunters. Byliśmy jak dzieciaki, które ktoś zabrał w podróż w czasie." – wspomina perkusista kapeli, John Fred Young.

„Udało nam się złapać pana Boga za nogi! Dotarliśmy do nieodkrytych jak dotąd pokładów naszej kreatywności, udało nam się rozpalić ogień, jakiego wcześniej nie znaliśmy."  – mówi z uśmiechem gitarzysta Ben Wells. 

 „Ta płyta prezentuje nasze muzyczne inspiracje i w jaki sposób łączymy je, by stworzyć coś wyjątkowego – to nasze autorskie podejście do rockowego brzmienia rodem z południa Stanów Zjednoczonych."  – dodaje perkusista John Fred Young.

Od 17 lat Black Stone Cherry prezentuje bezlitosną odmianę muzyki „southern rock" – gatunku muzyki rockowej wywodzącego się z południowych stanów USA, który łączy ze sobą elementy muzyki rockowej, bluesowej i country. Kapela wnosi do tego tradycyjnego i umiłowanego w USA gatunku młodzieńczą witalność i mnóstwo muzycznej świeżości i nowości. Na koncie Black Stone Cherry znajduje się pięć doskonale przyjętych przez krytyków albumów i jedna bardzo ciepło przyjęta EPka z muzyką bluesową. Kapela wystąpiła na wyprzedanych koncertach dla publiczności liczącej 12 000 widzów, wspięła się na szczyty list przebojów w Wielkiej Brytanii i występowała na tych samych scenach co zespoły takie jak Def Leppard, Lynyrd Skynyrd, Bad Company, Mötorhead, czy ZZ Top.

Kontynuując tradycję, zespół wyprodukował najnowszą płytę samodzielnie w należącym do Davida Barricka studio Barrick Recording, w którym powstały też poprzednie płyty Black Stone Cherry. Muzycy postanowili też nie przesadzić z ilością prób poprzedzających nagranie płyty, stawiając na spontaniczność i bezpośredniość kawałków nagranych „z marszu". 

„Tym razem bardzo wiele się śmialiśmy. Czuliśmy się swobodnie i bardzo wygodnie, bo sami wyprodukowaliśmy już kilka poprzednich płyt. Pozwoliło się to nam zagłębić głęboko w mechanizmy rządzące muzyką." – mówi basista John Lawhon.

Za mix albumu odpowiadał inny członek zespołu, gitarzysta i wokalista, Chris Robertson. Takie rzemieślnicze podejście do tworzenia muzyki doskonale wpisuje się w klimat, w którym powstała ta płyta - luźne jam sessions często kończyły się znalezieniem wizjonerskich rozwiązań i pomysłów na piosenki. 

Płyta „Family Tree" to tradycyjnie już dla Black Stone Cherry szczęśliwa 13-ka piosenek, na które składają się utwory napisane przez każdego z członków kapeli. „Family Tree" to płyta nowoczesna i przepełniona treściwym, mocnym blues-rockiem. Na płycie nie brakuje dźwiękowych niespodzianek takich jak dynamiczne sekcje dęte, rytmiczne klawisze, organy charakterystyczne dla muzyki gospel, nastrojowe akordy syntezatorów i elementy funkowe, czy dźwięki wywodzące się z tradycyjnego grania country.

Nagranie tytułowe łączy ze sobą zadziorne, bluesowe riffy i prezentuje muzyków z Black Stone Cherry w najlepszej kreatywnej formie. Artyści grają jakby łączyła ich telepatyczna więź, pokazując to jak bardzo dorośli i udoskonalili swoje umiejętności nie tracąc przy tym nic ze swego oryginalnego, hardrockowego podejścia do grania rodem z południa USA. „Family Tree" jest też wydawnictwem pełnym muzycznych niespodzianek takich jak kawałek „Carry Me On Down The Road", który jest niczym innym niż doskonałym przykładem klasycznego amerykańskiego rocka – kawałek równie dobrze mógłby lecieć w radio zamontowanym w kultowym Chevy El Camino z 1972 roku. Z kolei „James Brown", oferuje słuchaczom dobry kawał wibrującego funka rodem z bagien Luizjany – w komplecie z jęczącymi strunami gitar i wokalami chórzystek gospel. Z drugiej strony mamy „Bad Habit", który ocieka zmysłowością za sprawą groove-rockowych dźwięków i dostarcza słuchaczom typowego dla Black Stone Cherry chwytliwego, a jednocześnie ciężkiego brzmienia.

Jednym z centralnych punktów na płycie jest nagranie „My Last Breath", które łączy rustykalne i eleganckie brzmienie z przejmującym tekstem o nierozerwalnych więzach rodzinnych. Zniewalające męskie i kobiecie wokale przyprawiają słuchaczy o gęsią skórkę. Słuchając tego numeru trudno oprzeć się wrażeniu, że muzyka niesie w sobie światło i łatwo jest uwierzyć w to, że wszystko, co złe skończy się dobrze

Dwóch wyjątkowych gości sprawia, że „Family Tree" to nagranie wyjątkowe. Pierwszym takim gościem na płycie jest 5-cio letni synek Chrisa, którego głos można usłyszeć w chórku do mocnej, ale jednocześnie niezwykle rytmicznej piosenki „You Got The Blues". Swojego talentu wokalnego i gitarowego płycie użyczył też człowiek-legenda jam bandów, czyli Warren Haynes, który pojawia się na rozbujanej w rytmie delty rzeki Missisipi piosence „Dancing In The Rain". Członkowie kapeli poznali Warrena 17 lat temu, gdy po raz pierwszy przybyli do Nowego Jorku by zagrać na żywo dla swojej nowej wytwórni.

„Pamiętam nasz przyjazd do Nowego Jorku, kiedy po raz pierwszy podpisaliśmy kontrakt z wytwórnią. Pamiętam jak usłyszałem jego głos, gdy tylko dotknąłem nowojorskiego chodnika. Mam gęsią skórkę na samą myśl o tym, że zagrał na tej płycie te wszystkie lata później." – wspomina basista Jon Lawhon. 

Pojawienie się Warrena na płycie było swego rodzajem przyjęciem go do rodziny. To ukoronowanie wszystkich dni, które kapela spędziła na tworzeniu muzyki i tych wszystkich przemierzonych przez nich kilometrów w trasie. „To niesamowite, że czwórka zwykłych chłopaków pochodząca znikąd w Kentucky jest w tym biznesie po upływie 17 lat!" mówi wokalista Chris Robertson. 

 „Nie pamiętam życia poza Black Stone Cherry. Nasza czwórka to prawdziwa rodzina."  – podsumowuje Ben Wells.

"Nie wolno nam nigdy zapomnieć, kto był z nami od samego początku, – dlatego wyznajemy motto: rodzina przede wszystkim." - dodają muzycy.